Janusz Korczak

wpis w: Strefa Ucznia | 0

Matylda Elson jest uczennicą klasy IV. Wzięła udział w Warszawskim Konkursie Korczakowskim i zajęła w nim I miejsce.

JASZMIT – PRZYJACIEL DZIECI

Za górami, za lasami, za łąkami i za jeziorami leżała pewna kraina. Kraina ta nazywała się Polandia. Polandia sąsiadowała z wieloma innymi krainami, z którymi żyła w zgodzie. W krainie tej zawsze panował spokój i przyjaźń między mieszkańcami. Mieszkał w niej pewien stary czarodziej – Jaszmit. Domem jego była stara, opuszczona wieża, na szczycie której znajdował się wielki zegar. Starzec był dobrym człowiekiem, znanym ze swych dobrodziejstw i mądrych rad. Mędrzec pisał wiele wspaniałych ksiąg, które były chętnie czytane przez licznych mieszkańców krainy. Był także bardzo dobrym lekarzem, potrafiącym uzdrawiać z najróżniejszych chorób. Całymi dniami przygotowywał przeróżne lekarstwa i mikstury na choroby, które tylko on znał. Największą jednak jego zaletą było to, że bardzo kochał dzieci.

 

Często, gdy siedział w wieży, dzieci zakradały się do niego i prosiły: „Czy możemy posłuchać twoich opowieści?” lub „Pobaw się z nami”, a wtedy starcowi przybywało wigoru i bawił się z nimi jakby mu ubyło lat. Dzieci zwracały się do niego po imieniu, ponieważ traktowały go jak przyjaciela, a on traktował je tak samo. Rozumiał je lepiej niż inni dorośli. Potrafił też sprawić, że każde smutne i najbardziej zapłakane dziecko, wychodziło z wieży uśmiechnięte i szczęśliwe. Starzec był ich najlepszym nauczycielem i opiekunem.

Latem zabierał dzieci na wakacje w różne piękne miejsca, żeby poznały Polandię i odpoczęły. Starał się, żeby jak najlepiej się bawiły. Dzieci pływały w rzece, biegały po łąkach bądź grały w różne gry i zabawy. Z wakacji wracały bogate w wiedzę o przyrodzie i radosne.

Pewnego lata, gdy wróciły z wakacji i wybierały się jak zwykle rankiem do szkoły, zauważyły, że nie ma nikogo wokoło. Gdy wyjrzały przez okno zobaczyły, że wszędzie na zewnątrz chodzą warczące tygrysy, latają wisoloty, a wszystkiego pilnują straszne wiedźmy. Były to wiedźmy z Gerlandii, sąsiedniej krainy, w której rządził Lerhit. On także był czarodziejem, lecz złym. Swoich czarów używał wyłącznie do z złych celów. Wiedźmy miały okropne twarze i złowieszcze uśmiechy. Nie pozwalały nikomu wychodzić z domu, a jeśli ktoś się odważył, wiedźmy zabierały go do lochów i słuch o nich ginął. Dzieci na początku nie wiedziały o co chodzi, ale potem zrozumiały, ze stało się coś strasznego, że zaczęła się straszliwa wojna. I choć wojna nie jest dla dzieci, to i tak cały czas o niej myślały i dziwiły się, dlaczego ludzie walczą, dlaczego nie chcą żyć w pokoju i zgodzie?

Przez kolejne lata mieszkańcy Polandii żyli w niewoli Lerhita. Przez ten czas ludziom doskwierał głód i choroby. Jaszmit próbował różnych zaklęć i czarów, ale nic nie pomagało, ponieważ jego moc była znacznie słabsza od mocy Lerhita. Zawsze, odkąd Jaszmit go znał, był rządny władzy i chciał posiadać ziemię. Staruszkowi było przykro gdy patrzył na płaczące dzieci i próbował je rozweselić. Radość jednak trwała krótko, bo od razu dzieci przypominały sobie o tym, jak było dawniej i robiło im się znowu smutno.

Któregoś dnia Jaszmit przypomniał sobie o swoim dawnym przyjacielu z innego kraju i postanowił napisać do niego list z prośbą o pomoc. Po paru tygodniach przyszła oczekiwana odpowiedź. W liście znajdowało się zaklęcie, które jako jedyne, miało silniejszą moc od zaklęć Lerhita. Dzięki niemu czarodziej mógł się niezauważalnie przenieść w bezpieczne miejsce, gdzie nie sięgały złe czary. Niestety, zaklęcie mogło przenieść tylko jedną osobę. Czarodziej popatrzył na swoje smutne dzieci i zrozumiał, że nie może ich zostawić. Postanowił pozostać z nimi do końca i chronić je przed złem najlepiej jak potrafił.

Pewnego dnia, gdy staruszek jak zwykle przebywał u dzieci, ktoś załomotał do drzwi. Były to złowieszcze wiedźmy, które kazały wszystkim opuścić dom. Dzieci bardzo się bały, bo nie wiedziały, co je czeka. Zadawały mu mnóstwo pytań: gdzie pójdą?, jak długo będą w podróży i czy będzie im lepiej? Na wszystkie te pytania czarodziej odpowiadał tak, żeby nie były jeszcze bardziej przerażone. Starał się je uspokoić i sprawić, żeby niczym się nie martwiły. Pozwolił im wziąć ze sobą swoje ulubione zabawki. Dzieci myślały, że idą w jakieś ważne i piękne miejsce. Ubrały się więc odświętnie, uczesały i oczekiwały wyjazdu w nieznane. Jaszmit posmutniał, bo tylko on znał prawdę…

Kiedy nadeszła chwila wyjazdu, wszyscy opuścili swój dom i wyszli na ulicę. Zaczęli iść pustą, kamienną drogą w skupieniu i ciszy. Dzieci przyciskały do siebie zabawki, a staremu czarodziejowi, trzymającemu je za ręce płynęły z oczu łzy, chociaż nikt tego nie widział. Z tyłu i z przodu byli pilnowani przez złe wiedźmy i tygrysy. W końcu doszli do olbrzymiego stalowego pojazdu, ciągniętego przez wielkiego dymiącego potwora. Gdy weszli do środka byli ściśnięci, stłoczeni, było im duszno i gorąco. W końcu machina ruszyła. Jechali bardzo, bardzo długo. Wszyscy byli zmęczeni i spragnieni. Nikt się do siebie nie odzywał, każdy siedział w ciszy i w skupieniu, a niektórzy z wyczerpania zasnęli. Nagle, pojazd zniknął w długim, ciemnym tunelu, z którego nie było wyjazdu i nikt ich już nigdy więcej nie widział…

 

Matylda Elson kl.IV