NIECH BĘDZIE POKÓJ

wpis w: Strefa Ucznia | 0

W szkole ogłoszono konkurs (to oczywiście ten). Postanowiłam wziąć w nim udział. Miałam napisać esej. Nigdy jeszcze nie pisałam eseju, ale podjęłam się wyzwania. Tylko… Mam dziwny sposób wyrażania swoich uczuć, więc to będzie takie jakby opowiadanio – esej. Napiszę historię, o tym co się dzieje na Ukrainie, ale będę wplatała do niego docinki, czyli moje zdanie. Zapraszam.

Elwira była śliczną, dwudziestoletnią Ukrainką. Miała jasną karnację, długie, błyszczące, czarne włosy i duże, błękitne oczy pełne blasku (kobiecy ideał). Była dość wysoka i bardzo szczupła. Miała dobre serce, przepełnione radością. Często starała się pomagać innym. Była uprzejma wobec starszych i chętnie pomagała dzieciom. Urodziła się we Lwowie. Tam też mieszkała z kochającym ją ojcem i studiowała medycynę. Z czasem podjęła staż w szpitalu. Matka Elwiry zginęła jakiś czas temu podczas wybuchu bomby w szpitalu (oczywiście podłożyli ją Separatyści). Ojciec był dosyć wymagający w stosunku do córki, jednak bardzo ją kochał i każdą wolną chwilę, poświęcał dla niej i chronił ją przed złem (wojną, bombami itp.). Elwira nie miała wielu przyjaciół. Po szkole musiała natychmiast wracać do domu, by jak najprędzej odrobić zadane lekcje i żeby nic się jej nie stało. Miała obowiązek zajmowania się domem. Musiała ugotować posiłek, zrobić zakupy, posprzątać. Nie zawsze miał jej kto pomóc. Matki nie miała, a ojciec wychodził z domu wcześnie rano i wracał późnym wieczorem po ciężkiej pracy, gdy Elwira już spała. Mimo, że ciężko i długo pracował, to nie zarabiał dużo. Ledwo starczyło na utrzymanie siebie i córki. Dlatego Elwira musiała również zacząć pracować. Czasami przychodziła do niej sąsiadka i rówieśniczka Anna by pomóc w obowiązkach domowych. To była właściwie jedyna koleżanka Elwiry. Dziewczyna lubiła swoją sąsiadkę. Dobrze wiedziała jak to jest nie mieć jednego z rodziców. Sama straciła ojca podczas wakacji w Moskwie (nie pytajcie mnie dlaczego w Moskwie. Po prostu tak.). Anna nie była tak ładna jak Elwira. Była niska i zawsze marzyła, żeby być szczupła. Miała krótkie, rude włosy, piegi na całej twarzy (na całym ciele!) i tak jak Elwira, jasną karnację. Również studiowała medycynę. W przeciwieństwie do sąsiadki, Anna miała więcej pieniędzy. Często też wspomagała Elwirę i jej ojca finansowo. Robiła to oczywiście w tajemnicy przed ojcem Elwiry, który nie przyjmował pieniędzy od sąsiadów i innych ludzi. Uważał, że wystarczy mu pensja jego i córki. Chciał być samowystarczalny (tak jak w rzeczywistości niektórzy ludzie).

No dobrze. Elwirę mamy za sobą. Teraz poznajcie Dymitra. Dymitr był dwudziestodwuletnim Rosjaninem. Miał dość ciemną karnację, duże, piwne oczy błyszczące w słońcu i brązowe, lśniące włosy (jak mój tata za młodu). Był wysportowany, wysoki i szczupły. W przeciwieństwie do Elwiry i jej koleżanki miał oboje rodziców. Pochodził z dobrego domu. Nigdy nie brakowało mu pieniędzy i zawsze dostawał to, czego chciał. Mimo, że był bogaty, to jego cechami nie były samolubność i skąpość (jak niektórych bogaczy). Chętnie pomagał osobom starszym i dzieciom. Co miesiąc połowę swojego kieszonkowego przekazywał na cele charytatywne. Jako dziecko miał dużo swobody. Rodzice dużo pracowali i praktycznie nie mieli czasu dla jedynego syna. Ojciec był biznesmenem, a matka prowadziła bank. Dymitr urodził się w Omsku, lecz przeprowadził się z rodzicami do Moskwy, w której tymczasowo mieszkał i pracował. Ojciec Dymitra dostawał mnóstwo zleceń firmowych, więc często musieli zmieniać miejsce zamieszkania. Chłopak już od dziecka chciał zostać żołnierzem tak jak jego dziadek. Gdy Dymitr był małym chłopcem, dziadek opowiadał mu o wojsku, o pracy żołnierza i jak naprawdę tam jest. W przeciwieństwie do Elwiry, Dymitr miał dużo przyjaciół (taa… przyjaciół). Niektórzy lubili go za to, jaki był naprawdę, jednak zdarzali się fałszywi przyjaciele. Teoretycznie „lubili go”, ale w praktyce zależało im tylko na jego pieniądzach. Najlepszym przyjacielem Dymitra był Ernest. Lubił Dymitra za to, jaki był i nie zależało mu na jego majątku. Może to dlatego, że był równie bogaty (ale nie koniecznie). Rodzice Ernesta przykładali się do nauki syna. Chcieli, aby został kimś znanym i sławnym. Ernest często pomagał przyjacielowi, gdyż ten nie

 

radził sobie zbytnio z nauką. Był niski, lecz dobrze zbudowany. Miał krótkie, blond włosy i brązowe oczy. Był bardzo blady. Koledzy ze szkoły często wołali na niego „śmierć” właśnie z powodu jego jasnej karnacji. chłopiec nie lubił tego. Te słowa sprawiały mu przykrość. Dymitr jednak nigdy nie przezywał kolegi. Wołał na niego Erno. Erno studiował prawo. Na prośbę swoich rodziców wybrał zawód, z którego będzie dużo zarabiał i może zostać znaną i szanowaną osobą w państwie. Nie uczył się jednak z przymusu. Podobał mu się ten zawód.

Chłopcy bardzo się lubili i pomimo, że uczyli się w różnych miejscach ich przyjaźń trwała. Często się spotykali, żartowali i wspominali dziecięce lata beztroski.

Pewnego, letniego wieczoru, podczas kolacji na tarasie, ojciec Dymitra powiedział, że muszą przeprowadzić sie do Lwowa. Okazało się, że dostał on nową pracę. Lepiej będzie zarabiał i będą mieli większy dom. Dymitr, podobnie jak jego matka, był przyzwyczajony do przeprowadzek, lecz jednak nie spodziewał się, że nowy dom będzie poza granicami ojczystego kraju. Był dobrze wychowany, więc nic nie mówił i zachowywał się tak jak przy każdej przeprowadzce. W swoim sercu czuł żal, niepewność, ale również złość i wstyd. Był młodym żołnierzem. Nie chciał wyjeżdżać z ojczyzny. Chciał zostać. Musiał porzucić pracę w wojsku. Nie chciał być w armii ukraińskiej. Pragnął być w armii rosyjskiej. W jednej chwili poczuł wstręt do ojca, z to, co zrobił. Porzucił ojczyznę. Przecież był pełnoletni! Mógł robić to, co mu się podoba. Już chciał zaprotestować wyjazdowi lecz… Przecież nie mógł zostawić rodziców. Był do nich zbyt mocno przywiązany. A jeśli coś im się stanie? Nie. Nie będzie nic mówił. Wyjedzie razem z nimi.

Wróćmy do Elwiry. Od jakiegoś czasu była jakaś nieswoja. Chodziła smutna, zatroskana. Jakby to nie była ona. A jednak. Czuła dojmujący lęk. Jej ojciec stracił pracę. Sama musiała zarabiać i brać nadgodziny w szpitalu. A ponadto, ojciec zaczął pić. Nigdy nie pił. Nie lubił alkoholu. Już nie był tym samym ojcem co kiedyś. Dawniej, Elwira czuła się w jego towarzystwie bezpieczna i szczęśliwa. Teraz już tak nie jest. Kochany tatuś zaczął ją bić! Nie mogła nic na to poradzić. Była bezbronna. Wyprowadzić się nie chciała, bo martwiła się o ojca. Bała się, co z nim będzie, gdy ona wyjedzie. Jednak była za bardzo przerażona, aby z nim zostać. Kochała miasto, w którym się urodziła i nie chciała się z niego wyprowadzać, więc postanowiła przeprowadzić się bliżej cmentarza, na którym leżała jej matka. Wynajęła mieszkanie w dzielnicy Mariupol. Dwie uliczki od jej mieszkania był cmentarz, na którym leżała jej matka. Miała też bliżej na uczelnię i do szpitala. Elwira nie lubiła być sama, więc zaproponowała koleżance, żeby z nią zamieszkała. Anna uważała, że jej matce przyda się trochę odpoczynku i z ochotą przyjęła propozycję Elwiry. Dziewczyna chciała przeprowadzić się pod nieobecność ojca, bo wiedziała, że ją pobije i nie pozwoli wyjść z domu. Ojciec Elwiry o czternastej wyszedł z domu po skończonym obiedzie i miał wrócić w nocy. Elwira postanowiła to wykorzystać. Zawołała Annę i wspólnie posprzątały dom. Dziewczyna nie chciała zostawiać ojca z niczym, więc ugotowała mu obiad, zrobiła zakupy i zostawiła trochę pieniędzy. Anna pomogła jej się spakować. Zadzwoniła po taksówkę i wyszła na dwór. Elwira pożegnała się ze swoim domem, z miejscami, gdzie się bawiła, gdzie ojciec ją bił… Zamknęła swój pokój na klucz, schowała go do kieszeni, napisała do ojca list:

 

Kochany Tato! Od jakiegoś czasu nie jest mi z Tobą dobrze. Biłeś mnie i wyzywałeś. Mam tego dosyć! Postanowiłam, że się wyprowadzę. Posprzątałam ci mieszkanie, zrobiłam zakupy, w lodówce masz obiad. Mieszkam teraz niedaleko mamy. Mam nadzieję, że dotarło do ciebie to, co mi zrobiłeś i do czego sam doprowadziłeś. Mam prośbę. Znajdź pracę i porzuć picie. Gdybyś czegoś potrzebował, zadzwoń. Myślę, że spotkamy się jeszcze kiedyś w milszych okolicznościach. Zawsze będę cie kochać.

 

Twoja córeczka Elwira

I wyszła.

Pojechała z Anną taksówką do ich nowego mieszkania i zaczęły się gościć, rozpakowywać i poznawać nowe miejsce.

Dymitr już się spakował. O dziesiątej miał już wyjechać. W domu trwały ostatnie przygotowania. Matka robiła prowiant na drogę, a ojciec pakował jeszcze sprzęty i sprawdzał, czy wszystko zostało spakowane. Dymitr był smutny, a jednocześnie radosny. Nie chciał wyjeżdżać z kraju, ale był z rodzicami i pozna nowe miejsca, oraz zawrze nowe znajomości. Póki co, będzie rozmawiał po angielsku, a potem nauczy się języka ukraińskiego. Wrócił do swojego pokoju. Miał za sobą już wiele przeprowadzek, ale teraz czół się okropnie. Był przywiązany do tego miejsca. Nie chciał go opuszczać. Lecz jednak nadzieję dawał mu nowy dom, nowe znajomości… Nadeszła godzina wyjazdu. Dymitr ostatni raz wszedł do swojego pokoju, ostatni raz rzucił spojrzenie na dom. Odjechali.

Kilka miesięcy po przeprowadzce, Dymitr znał już perfekcyjnie język Ukraińców. Mieszkał w dużym domu w dzielnicy Mariupol (Chyba zwykły zbieg okoliczności…). Pewnego dnia, postanowił odwiedzić stary cmentarz. Teraz nikogo już na nim nie chowają. Ostatnią osobę pochowano w 1995 roku (była to matka Elwiry). Chciał zobaczyć tą mogiłę.

Cmentarz zrobił na nim dość miłe wrażenie. Niektóre nagrobki były podniszczone, ale sam cmentarz był w dobrym stanie. Na mapie cmentarza odnalazł grób, który chciał zobaczyć. Przy grobie zobaczył młodą dziewczynę. Była bardzo ładna. Przywitał się i złożył kwiaty na grobie. Elwira była zmieszana. Po chwili również się przywitała. Żadne z nich nie wiedziało co zrobić, ani jak się odezwać. Po jakimś czasie, Dymitr zapytał, kto tutaj leży. Elwira, już bardziej otwarta, powiedziała, że to jej mama. Dymitr bardzo współczuł dziewczynie. Jednak opowiedzieli sobie historie swojego życia, rozmawiali, czym się zajmują. Zaprzyjaźnili się. Dymitr odprowadził Elwirę do jej mieszkania. Obydwoje czuli, że wkrótce ta znajomość, będzie czymś więcej, niż tylko przyjaźnią…

Znali się już od sześciu miesięcy. Dymitr już czekał w restauracji „Bread and Wine”. Po chwili pojawiła się Elwira. Dymitr dał jej kwiaty i powiedział, że zabiera ją do domu na obiad. Tak też zrobił.

Usiedli przy dużym sole. Rodzice Dymitra polubili dziewczynę, zwłaszcza dlatego, że szanowali lekarzy. Obiad przeszedł w miłej atmoswerze. Po obiedzie, młodzi poszli na spacer. Doszli na piękną łąkę. Tam, Elwira przyjęła propozycję Dymitra – została jego narzeczoną. Chłopak odprowadził ją do jej domu, pocałowali się i Dymitr wrócił do siebie.

Swoją drogą… Gdyby Dymitr zaprotestował i nie wyjechał z Moskwy? To co by było? Nie poznałby Elwiry… I ta opowieść nie miałaby sensu.

Po roku znajomości, nadeszły wakacje. Elwira przeprowadziła się do Dymitra. Jej mieszkanie zostało zburzone przez podłożoną bombę ( Kto? No oczywiście! Separatyści). Na szczęście, złamała tylko rękę i nogę. Anny nie było wtedy w domu. Odwiedziła swoją mamę, u której zamieszkała.

Pewnego popołudnia, Dymitr zawiadomił bliskich, że planuje wrócić do wojska moskiewskiego. Uznał, że czas już opuścić rodziców. Na początku rodzice uznali, że Dymitr nie powinien wyjeżdżać (tak jest za każdym razem, gdy dziecko „idzie w świat”). Po chwili opamiętali się jednak i pozwolili synowi jechać. A

Elwira… No cóż. Została u rodziców ukochanego chłopaka.

 

 

W wojsku, Dymitr czuł się świetnie. Codziennie wysyłał maile do Elwiry, a ona do niego. Trwało to trzy miesiące. Aż pewnego dnia… Dymitr wysłał niepokojącą, z raczej przerażającą wiadomość:

Ukochana! Jeżeli mnie kochasz to uciekaj do Polski! Zabierz moich rodziców i wyjedź! Prezydentowi Rosji znudziło się wspomaganie Separatystów i postanowił zaatakować! Atak ma być w marcu! Błagam! Uciekaj! Ja sobie poradzę!

Twój na zawsze, Dymitr

Elwira zawiadomiła rodziców Dymitra, którzy zaczęli się pakować (o nie, nie. Elwira zostaje). Powiadomiła również wojsko ukraińskie. Ale ani ona, ani Dymitr, nie wiedzieli, że atak będzie wcześniej…

24 grudzień 2016 rok. Godzina 20:00. Rozpoczęła sie wojna! Bombardowania i ostrzeliwanie całej Ukrainy. Wszyscy byli zaskoczeni. Siedzieli przy stole wigilijnym… I wojna! Lekarze jechali do szpitali, żołnierze, policjanci, strażacy do wojska… Elwira, która była na Wigilii u Anny, razem z nią, pobiegła do szpitala. Z godziny na godzinę, z minuty na minutę… Karetki przywoziły rannych. Dziewczęta nie wyrabiały się. Było coraz gorzej…

Wojna trwała już miesiąc. Elwira została przeniesiona do innego szpitala. Nie wiedziała… Nikt nie wiedział… Nawet Dymitr… (Buuuuum…) Bomba zrównała z ziemią cały szpital. Nie było nadziei na to, że ktoś przeżyje. A jednak. Przeżyła jedna osoba… Elwira!!! Wyszła przed szpital aby odebrać rannego i bomba zdążyła ją tylko odepchnąć na samochód. Była poturbowana. Miała otwartą ranę na głowie, połamane ręce, poparzone plecy i skręconą kostkę. Została przewieziona z powrotem do „swojego” szpitala. Dymitr, gdy dowiedział się o zamachu, rzucił wojsko rosyjskie! Obiecywali, że nie będzie ataków na szpitale! A jednak. Zawiódł się. Naładował broni tyle, ile się dało do ciężarówki wojskowej i odjechał. Po ciężkiej drodze dojechał do szpitala (najpierw wstąpił do wojska, dać broń). Odwiedził Elwirę. Czuła się lepiej. Oboje patrzyli sobie w oczy zakochanym wzrokiem i cieszyli się, że obje żyją. Nadal żyją…

Elwira wyzdrowiała. Cieszyła się, ponieważ szła do szpitala wojskowego. Mogła jednocześnie wykonywać zawód i być blisko ukochanego chłopaka.

Był niby zwykły dzień wojenny. Jednak Elwira właśnie tego dnia straciła chęć do życia. Do szpitala przywieziono rannego Dymitra… Nie było dla niego szans. Elwira robiła wszystko, żeby utrzymać go przy życiu. Jednak nikt jeszcze nie wygrał ze śmiercią.

Usiadła przy nim. Pocałowała. Dymitr zdążył wypowiedzieć ostatnie swoje słowa: „Nie ma drogi do pokoju. to pokój jest drogą, kochana”. I umarł. Zdał się słyszeć tylko cichy płacz najukochańszej dziewczyny, która walczyła do końca o tak drogie dla niej życie…

To już koniec historii. Było to dosyć nietypowe przedstawienie tego, co się dzieje na Ukrainie. Jednak był to tylko przykład tego, co mogą przeżywać ludzie. Ludzie, którzy są ofiarami i uczestnikami wojny. Ludzie, którzy chcą żyć normalnie. Ludzie, którzy tak jak Elwira i Dymitr – kochają. Być może, że był to wybryk mojej szalonej wyobraźni, ale też możliwe że ta historia jest prawdziwa i właśnie się rozgrywa…

Zapamiętamy wszyscy słowa biednego, cierpiącego, zakochanego Dymitra:

 

NIE MA DROGI DO POKOJU. TO POKÓJ JEST DROGĄ

Aleksandra Popis

klasa VI.