„TOLERANCJA – OSTRA JAZDA BEZ TRZYMANKI W JEDNĄ STRONĘ

TOLERANCJA (łac.), wyrozumiałość, uznawanie cudzych poglądów, gustów, upodobań, wierzeń lub zwyczajów – odmiennych od własnych. MAŁA ENCYKLOPEDIA POWSZECHNA PWN, Warszawa 1971.

Nie wytrzymałam i dałam jej w pysk, nie będzie się darła na mojego syna, przecież on ma autyzm.

– Brawo! Nie jestem na tyle odważna, ale popieram! Czapki z głów, z nimi wszystkimi trzeba krótko. Naszym dzieciom należy się tolerancja.

TOLERANCJA (łac. tolerantia – znoszenie, cierpliwość, od tolerare – znosić, cierpieć) – postawa wyrozumiałości dla poglądów i zachowań różniących się od własnych. NOWY SŁOWNIK WYRAZÓW OBCYCH, Kraków 2003.

Jaka wyrozumiałość? Ten babsztyl nawet nie zna takiego słowa! Syn płakał z bólu. Zamiast przepuścić, to nie, władowała się do gabinetu, starucha jedna, i siedziała tam czterdzieści minut. CZTERDZIEŚCI! Potem następna! Wstydu żadnego. A ja z dzieckiem, a dziecko z autyzmem, pod drzwiami. Tak, lekarz wspaniały, dlatego tam chodzimy, mimo że zawsze się tych bab nazbiera, chyba im się nudzi. Oczywiście, skrupulatny, potrafi godzinę badać, wypytywać, rozmawiać, ze świecą szukać. Powinniśmy bez kolejki. Musimy bez kolejki, autyzm przecież, ale gdzie tam, nikogo nie obchodzi. Siedzą z grobowymi minami.   Żadna nie spojrzy, a mój ma taki piękny uśmiech, patrzy głęboko w oczy, tyle nad tym pracowaliśmy, i po co?! .

TOLEROWAĆ (z łac. tolerare) – traktować z wyrozumiałością poglądy i zachowania różniące się od własnych, znosić kogoś nielubianego, zgadzać się na coś. NOWY SŁOWNIK WYRAZÓW OBCYCH, Kraków 2003.

Niech no ktoś jeszcze krzywo spojrzy i skomentuje. Umiem walczyć o swoje. Rzucę taką wiązankę, że te mordy ucichną raz na zawsze. Banda chamów i prostaków, gdzie my żyjemy?

TOLERANCJA – uznawanie czyjegoś prawa do posiadania poglądów, których nie podzielamy. SŁOWNIK POPRAWNEJ POLSZCZYZNY PWN, Warszawa 1980.

Też mam prawo pójść z dzieckiem do kina. Mam i nikt mi nie zabroni. Piszczy, bo ma autyzm. Kopie w fotel, ale ma autyzm. Biega między rzędami, ale wcale nie jest niegrzeczny, on ma autyzm na litość boską! Czy to tak trudno zrozumieć? Kocham nad życie, w domu nie zamknę, po moim trupie, my też chcemy żyć. Kupili bilety? Ja też. Chcieli obejrzeć w spokoju? Ja tego spokoju nie mam nigdy, niech zobaczą. Niech się przekonają. Niech choć przez chwilę znajdą się w mojej skórze. Może się nauczą, czym jest tolerancja.

TOLERANCJA – termin stosowany w socjologii, badaniach nad kulturą i religią. Słowo oznacza w tym kontekście „poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych”. W różnych językach indoeuropejskich przybiera ono niuanse, np. w angielskim w odniesieniu do ludzi oznacza on „postawę wykluczającą bigoterię lub srogości w osądzaniu innych” lub ich dyskryminację Może oznaczać również „wyrozumiałość”, „akceptację” lub „chęć zaakceptowania uczuć, zwyczajów lub wierzeń innych niż własne”. WIKIPEDIA.

– Ja się nie patyczkuję, dla córki zrobię wszystko. Raz takiemu jednemu powiedziałam, że Bóg go jeszcze skarze takim dzieckiem, albo wnukiem, wtedy się przekona. Szarpnęła jego dziecko, przyznaję, ale ona ma autyzm, na Boga! Mam nadzieję, że go spotka to, co mnie. Może nabierze wyrozumiałości.

TOLERANCJA – wyrozumiałość, liberalizm w stosunku do cudzych wierzeń, praktyk, poglądów, postępków, postaw, choćby różniły się od własnych a były z nimi sprzeczne. SŁOWNIK WYRAZÓW OBCYCH I ZWROTÓW OBCOJĘZYCZNYCH, Władysław Kopaliński. Pierwsze wydanie w Internecie.

– Nikt mnie nie przepuścił w kolejce do kasy. Stałam i stałam z wyjącym dzieckiem. Żeby jeszcze chciało stać. Musiałam trzymać za kaptur. Ekspedientka wściekła, wokół szepty i utyskiwania. I jeszcze ta staruszka… Dwa pięćdziesiąt miedziakami, myślałam, że wyjdę z siebie. Dziecka szkoda, szkoda słów. Iść do gdzie indziej? A dlaczego? Pójdę tam znowu. Tylko muszę nazbierać dziesięć złotych. Po pięć groszy. Albo i drobniej. Wtedy im dopiero pokażę, na czym polega prawdziwa zabawa.

TOLERANCJA (ż) 1. wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego postępowania, poglądów, wierzeń: tolerancja polityczna, religijna, tolerancja czego, tolerancja dla kogo, czego, tolerancja w czym, względem kogo, w zakresie czego, zachować tolerancję, pozbawiony tolerancji.

Moje dziecko ma autyzm. Nie śpi po nocach. Czasem zdarzy się w dzień. Chodzimy z mężem na palcach, cisza jak makiem zasiał. I nagle sąsiadka zaczyna klepać kotlety. Sąsiad wierci. Niemowlak z parteru się drze, jego matka śpiewa kołysankę jeszcze głośniej. Przecież wiedzą, że mamy syna z problemami, że ma autyzm i specjalne potrzeby. Mogliby okazać trochę serca, postarać się. Co za znieczulica . Tak, mieszkamy w bloku. Co robimy w nocy, gdy wstanie? Odbijamy piłeczkę kauczukową o podłogę, tylko tak się uspokaja. Przecież ma autyzm.

 

 

Sąsiadka haruje na trzy zmiany. Ma czwórkę dzieci. Jedną ręką trzyma tłuczek do mięsa, drugą ociera pot z czoła. Ma na to pół godziny. Potem wróci do pracy, tak, w niedzielę. W drzwiach minie się z ciotką – rencistka, słabe zdrowie, kiepska niańka, ale lepsza taka niż żadna.

Młoda matka chrypnie śpiewając trzymiesięcznemu dziecku. Nie jest przekonana, czy to pomaga na kolki, ale próbowała już wszystkiego. Śpiewa na głos, klnie w duchu, zasypia na stojąco.

Sześćdziesięcioletni mężczyzna składa łóżeczko dla wnuka. Dostał od kumpla, wcześniej został dziadkiem. Jeszcze tylko jeden otwór, nie pasuje, trzeba wiercić, do diaska,   szybko, prędzej, zaraz przyjadą, nikt w rodzinie groszem nie śmierdzi, to dopiero będzie radość.

Pani o grobowej minie odwraca twarz od ślicznego chłopca. Jej dziecko, to wyczekane dziecko, byłoby teraz w wieku tamtego. Byłoby, gdyby nie urodziło się martwe. Też chłopiec. Ciekawe czy… Tylko po receptę. Czeka na swoją kolej. Tak jak wszyscy w poczekalni. Czeka godzinę. Aż matka z ładnym chłopcem wyjdzie z gabinetu. Nie mówi nic. Odwraca głowę.

Napotyka wzrok drugiej. Zadbana. Boi się poruszyć, milion szpilek wbijających się w mózg. To już trzecia przychodnia, migrena, nie pani pierwsza, trzeba z tym żyć. Spać. Wyspać się w końcu. Bez bólu. Ten mały zaczyna płakać. Potem wyć. Też ma ochotę. Ale jest dorosła i potrafi się powstrzymać. Przez chwilę zazdrości, że nie jest znów kilkuletnią dziewczynką i nie może skopać ściany. Jeśli ten lekarz jej nie pomoże, to będzie wyła w domu, w poduszkę. Może wcześniej pobije kilka talerzy z najlepszej zastawy. Nie będzie szkoda, prezent ślubny, mąż po dwudziestu latach postanowił ułożyć sobie życie na nowo. Z inną.

Ojciec pięciolatki ma nerwy na wierzchu. Córka dopiero wyszła ze szpitala. Lądują tam dwa, trzy razy do roku. Nikomu nie życzy tego piekła, w którym się pogrąża czekając na wyniki. Nawet tej zdenerwowanej matce, która nie przebiera w słowach.

Staruszka myli się raz po raz. Przecież to też pieniądze, a jednak jej wstyd. Odlicza wciąż od nowa. I od nowa, wciąż. Śmietana i chleb. Czy wystarczy?

Czteroosobowa rodzina w końcu ląduje w kinie. Nie byle jakim, osiem sal, na popcorn już nie dało rady wyskrobać, za wszystkie bilety stówa, żyje się raz, następny taki wypad może za dwa lata. Może. Dzieci oszołomione, żona w najlepszej sukience sprzed lat. On w ostatniej chwili zerwał z szyi krawat, w końcu to nie chrzciny, chociaż jednak święto.

Elokwentna, wykształcona, każdy szczegół garderoby starannie dobrany. Praca po dwanaście, trzynaście godzin dziennie. Ślęczenie po nocach nad projektem. Jednym, drugim i kolejnym, coraz lepszym. Podpis – nie jej, śmietanka – spijana przez kogoś innego. Układy, układziki, ręka rękę. Nie, nie prześpi się z nim. Kredyt, trudno, co teraz, niech to dziecko przestanie biegać wokół niej, chwila spokoju, krótka chwila odpoczynku, chyba jej się należy do stu diabłów, niech to dziecko, gdzie jest matka, nie wytrzyma, gdyby mogła, to by wszystkich wystrzelała, pobożne życzenia, może i za bardzo podnosi głos, może i zapomina o kulturze, kredyt, projekt, nie wróci do rodzinnego grajdołka za żadne skarby świata, kredyt, co teraz, niech pani zabierze tego bachora jeśli go pani nie umie wychować, głowa pęka… Oczy okrągłe ze zdziwienia, piekący ślad na policzku.

 

Po ulicach przemykają, spacerują, maszerują zdecydowanym krokiem, ludzie.

Bez tatuaży na czole, bez transparentów, bez pieśni na ustach wyśpiewywanych na żałobną nutę – o śmierci, chorobie, mężu alkoholiku, żonie hazardzistce, sadystycznym szefie, zagrożonej ciąży – już piątej.

Nikomu spod rękawa nie zwisa zmartwienie, nikomu nie wyłażą bolączki z butów.

Nikt nie plącze się w   worku pokutnym, nikt nie biczuje się ze świstem po plecach.

Większość mówi dzień dobry, przepraszam i dziękuję, przechodzi przez jezdnię w miejscu przeznaczonym dla pieszych, szuka kosza na śmieci, by wyrzucić papierek po batonie.

 

Ja też.

Ale ja, w przeciwieństwie do nich, mam dziecko z autyzmem.

Żądam tolerancji.

Zasady już mam.

Oko za oko.

Ząb za ząb.

KODEKS HAMMURABIEGO, XVIII w. p. n. e.”

Źródło: http://www.poradnikautystyczny.pl/post/artykuly/tolerancja

Monika Leśnik