Pokolenie dzieci wyhodowanych na all inclusive wkroczyło do szkół!

Moje pokolenie, to pokolenie dwóch światów. Jeden z nich to nasze dzieciństwo z brązowym misiem wypchanym trocinami i chińskimi sweterkami ze Stadionu Dziesięciolecia. Drugi to ten, w który wkroczyliśmy, jako młodzież i młodzi dorośli. Nagle stało się fajnie, kolorowo, wygodnie. Mieliśmy amerykańskie komedie w TV i paszporty, które nas nie ograniczały. Mieliśmy magnetofony, kasety z nagraniami swoich idoli i gumy balonowe we wszystkich kolorach tęczy.

A teraz mamy swoje dzieci, które wychowujemy w Polsce w XXI wieku, wielu z nas ma środki na to, by te dzieci podróżowałyby miały pokoje zapchane najnowszymi zestawami LEGO i sznur 25 lalek Barbie na półce. Ja miałam jedną, do dziś leży sobie z całym zestawem ubranek uszytych przez moją siostrę w skrzyni na dnie szafy. Cały czas ma piękny warkocz i niewzruszony plastikowy uśmiech na twarzy. Sekret skrzyni i lalki trzymanej przez lata tkwi w tym, że ja miałam ją jedną. Zapewne gdybym miała ich dziesiątki, już dawno pływałyby u wybrzeży Pacyfiku wraz z toną innego plastiku.

Mając dziecko 6 letnie już wiem, że wychowanie w duchu minimalizmu jest w zasadzie… niewykonalne albo bardzo trudne. No, bo zakażesz wręczać dziecku prezenty na urodziny, gwiazdkę i miliard innych okazji? Skażesz pociechę na bycie „innym”, który jako jedyny ma pokój wypełniony samymi książkami i parą pluszowych, uroczych myszek, które trzymają się za rączki? Będziesz uparcie zabierać pociechę tylko pod namiot albo do babci na wieś, by nie wychować próżnego gówniarza, który buja się po świecie?

No nie. Tego nie zrobisz. Twoja mała córeczka prędzej czy później będzie biegać po domu w stroju Elzy z Krainy Lodu, a synek będzie świetnie poinformowany w kwestii aplikacji i gier, nawet, jeśli sam nie posiada jeszcze telefonu ani tabletu. I co z tego, że dla Ciebie to jest jeden wielki chłam i bezwartościowe gówno. Co z tego?

Coś Ci powiem. Możesz zrobić tylko dwie rzeczy.

  1. Dawać stale alternatywę dla tego komercyjnego chłamu. Niech dziecko poza bajkami Disneya zna jeszcze inne piękne opowieści, które ty mu czytasz. Niech gra też w gry w świecie analogowym, jako równowaga do wirtualnego.
  2. Rozmawiać i tłumaczyć świat takim, jakim on jest.

Punkt drugi to refleksja, z którą wróciłam z zimowego urlopu.

Zasłyszany dialog polskiej rodziny.

– mamusiu, mamusiu daj mi pieniążki, kupię sobie lody,

– tu wszystko jest za darmo kochanie, możesz brać, co chcesz,

– naprawdę?

– oczywiście, masz na rączce taką magiczną opaskę i teraz już za nic nie musisz płacić,

– mamo i to przez tą opaskę też nam sprzątają pokój, dają czyste ręczniczki, a do kolacji jest czekoladowa fontanna z żelkami?

– tak

– ale super, to ja już na zawsze chcę tu zostać i nigdy nie zdejmę tej opaski, a ty i tata nie musicie już chodzić do pracy,

– właśnie córeczko, cudownie, zostajemy tutaj.

Mała dziewczynka wyniosła prosty przekaz- jesteśmy w miejscu, gdzie wszystko jest za darmo, nie ma żadnych obowiązków i każdy spełni jej zachcianki.

Wieczorem widziałam scenę z jej udziałem. Darła się w niebogłosy, że ona chce tu i teraz, natychmiast dostać balonik w kształcie kwiatka. Gdy usłyszała odmowę mamy, zaczęła ją kopać i wpadła w szał. Mama wytargała ją siłą na zewnątrz ze słowami na ustach- to my z ojcem harujemy, żebyś ty miała fajne wakacje, a ty nam taki wstyd robisz?

Ha! A kto naopowiadał dziecku głupot o magicznej krainie? Kto nie wspomniał ani słowem, że wszystko, co jest dostępne w opcji all inclusive zostało wcześniej zapłacone, a te pieniądze trzeba było zarobić?

Te same i podobne bajki słyszało wielu moich obecnych uczniów- wszyscy będą dla ciebie mili Krzysiu, jesteś takim mądrym, ślicznym chłopcem. No i dziś Krzysiu szlocha mi w rękaw, że koledzy go nie lubią i przezywają, że jest gruby, a 11 letnia Dorotka, gdy nie dostaje 5, to rzuca mi w twarz- ale pani jest wredna, przecież ja się starałam, pani robi mi na złość tą oceną, powiem wszystko mamie.

Krzysiu i Dorotka zapewne żyją w bańce iluzji, że świat jest jednym wielkim all inclusive, a nauczyciel i rodzic są elementami tej układanki. Mamy zapewniać im dobre samopoczucie, spełnić zachcianki i nie wyrażać krytyki. Zanieść 10 letniemu synowi plecak pod drzwi szkoły, żeby się nie przemęczył, usiąść z nim do zadań domowych i koniecznie przygotować na kolację dokładnie to, o czym zamarzy. Dziecko nigdzie nie musi jechać, all inclusive ma pod nosem, we własnym domu. Tego samego wymaga od szkoły, bo przecież świat, to taka magiczna kraina.

Jestem matką jedynaka, który właśnie wrócił z takich wakacji. Który moczył te żelki w gorącej czekoladzie i widział, że ktoś zmienia codziennie pościel i ręczniki.  Tylko on doskonale wie, że magiczna kraina nie istnieje i że w życiu nie ma nic za darmo. Wie też, że papierek, który mu upadł ma podnieść on, a nie pani sprzątaczka, naczynia odnieść do specjalnego punktu, a w restauracji nałożyć na talerz tyle jedzenia, ile da radę zjeść. Właśnie dlatego, że magiczna kraina nie istnieje.

Po tygodniu w takim hotelu można dojść do wniosku, że dzisiejsze dzieci to potwory, które znęcają się nad całym otoczeniem i własnymi rodzicami. Rodzice męczą się i udają, że odpoczywają, tak naprawdę skacząc wokół dzieci i dbając o ich dobre samopoczucie.

Te dzieci idą też do szkoły i mają wobec nas nauczycieli takie same wymagania, a rodzice… bezradnie stają zawsze po stronie dziecka, no bo jak tu się sprzeciwić komuś, kto ma nas w garści?


(źródło: http://myslitery.pl/2019/02/19/pokolenie-dzieci-wyhodowanych-na-all-inclusive-wkroczylo-do-szkol/?fbclid=IwAR2MZUuiYEiVZDqjvDOvPScy6XaYshvFbpX6zc0SIFHK7GTwDZ2gISBJJ2A)